Treść artykułu: Dlaczego zdecydowałem się na prowadzenie bloga i czy w dzisiejszych czasach ma to jeszcze sens
Na fali popularności YouTube, influencerów i social mediów, w świecie, gdzie wszystko nastawione jest na krótką uwagę, szybkie posty i krótkie formy video, warto zadać sobie jedno proste pytanie: czy dziś jest jeszcze sens prowadzić bloga?
I dlaczego ja zdecydowałem się to robić?
To, że jestem tradycjonalistą, pewnie ma jakieś znaczenie, ale nie jest najważniejsze. Bardziej chodzi o to, że zrobiłem to trochę na przekór temu, co dziś dzieje się w internecie. Bo internet nie jest już taki sam jak kiedyś.
Kiedy wchodzę na Facebooka, widzę głównie reklamy i „propozycje dla mnie”. W moim przypadku to już chyba połowa treści. Do tego dochodzi ogromna ilość informacyjnej papki. Fake newsy, posty bez wartości, rzeczy, których nawet nie da się sensownie skomentować, klikbajty i sztucznie pompowane emocje.
Postów znajomych jest może dziesięć procent. Może nawet mniej.
To sprawiło, że zaglądam tam coraz rzadziej. W praktyce używam Facebooka głównie do kontaktu z klientami i promocji własnych treści. I tyle.
Podobnie wygląda YouTube. Coraz więcej tam treści tworzonych w całości przez sztuczną inteligencję. Filmy, które brzmią dobrze, wyglądają dobrze, ale często nie mają nic wspólnego z realnym doświadczeniem. Pełno porad od ludzi, którzy rzekomo osiągnęli sukces i teraz mówią innym, jak mają żyć.
Oczywiście są tam wartościowe materiały. Ale żeby je znaleźć, trzeba się trochę przekopać.
Zawsze starałem się mówić w internecie to, co naprawdę myślę. Bez udawania, bez kreowania się na kogoś, kim nie jestem. Dziś mam wrażenie, że takim osobom coraz trudniej się przebić.
Mówi się, że prawda nie zdąży dotrzeć do drzwi, kiedy kłamstwo okrąży cały świat. I coś w tym jest.
I właśnie dlatego powstał ten blog.
Chcę mieć miejsce, w którym mogę spokojnie powiedzieć to, co uważam. Napisać o tym, jak wygląda moja praca, jak wygląda prowadzenie firmy, z jakimi problemami się mierzę. O tym, jak trudno jest być dobrym mężem i ojcem. O tym, co działa, a co nie działa.
Bez pośpiechu. Bez algorytmu. Bez presji, że ktoś przewinie dalej po trzech sekundach.
Jeżeli jedna osoba przeczyta ten tekst i uzna, że było warto, to dla mnie ma to większą wartość niż setki przypadkowych wejść i przewinięć.
Mam wrażenie, że jako społeczeństwo zaczynamy się gubić. Że jesteśmy przebodźcowani, zmęczeni, rozproszeni. Że coraz trudniej nam się skupić, pomyśleć, zatrzymać.
A w tym wszystkim ogromną rolę odgrywają algorytmy. Sprytnie zaprojektowane tak, żebyśmy spędzali w nich jak najwięcej czasu.
Z tym też będę chciał się tutaj mierzyć. I pokazywać, jak można się od tego odciąć albo przynajmniej odzyskać nad tym kontrolę.
Blog to dla mnie także wyzwanie. I forma pracy nad sobą.
To walka z prokrastynacją. Z odkładaniem rzeczy na później. Z lenistwem.
Bo prowadzenie bloga to nie jednorazowy zryw. To obowiązek. Regularność. Dyscyplina.
Wierzę, że moje treści mogą się komuś spodobać. Ale nie to jest najważniejsze.
Prowadzę tego bloga przede wszystkim dla siebie. Żeby być lepszym. Żeby uporządkować swoje myśli. Żeby coś po sobie zostawić.
Nie jest moim celem promowanie siebie ani udowadnianie czegokolwiek. Jeżeli kiedyś zacznę przesadzać, proszę - upomnijcie mnie.
Właśnie przez tę informacyjną papkę, przez fake newsy i szybkie tempo życia, blog nie jest dziś czymś przestarzałym.
Paradoksalnie - jest czymś coraz bardziej wartościowym.
Miejscem, gdzie można się zatrzymać. Pomyśleć. Przeczytać coś dłuższego niż kilka zdań.
Postaram się pisać regularnie. Rzetelnie. I ciekawie.
Może z czasem ktoś uzna mnie za autorytet. Może pojawią się z tego klienci. Ale to nie jest mój główny cel.
Najważniejsze jest to, że sprawia mi to satysfakcję.
I że mogę tworzyć coś, co ma sens.
Odpowiedź na pytanie, czy pisanie bloga ma dziś sens, jest dla mnie prosta.
Ma większy sens niż kiedykolwiek wcześniej.
Bo pokazuje autentyczność. Doświadczenie. Sposób myślenia.
A tego nie da się zastąpić ani algorytmem, ani sztuczną inteligencją.